Weselny klimat, czyli szopka po polsku!

Podziel się ze znajomymi!Share on Facebook0Pin on Pinterest0Share on Tumblr0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Share on Reddit0

W życiu byłam już na pewnej ilości wesel. Były lepsze, były gorsze, mniej i bardziej wystawne, ale łączył je zazwyczaj jeden wspólny mianownik: stres. Panny młodej, pana młodego, rodziców, świadków, dziadków, wszystkich.

To jest taki dzień, który każda dziewczynka planuje od piątego roku życia. Dzień który powinien być wyjątkowy, poświęcony tylko parze młodej i celebracji ich miłości. Dzień, w którym mogą się zrelaksować i wspólnie z rodziną świętować swój dzień.

10167077946_515b1092ed_o

Gówno prawda. W życiu nie widziałam ślubu, który nie byłby stresem dla pary młodej. Zaczynając od samego rana: makijaż, fryzura, fotograf, przygotowania. Całość pod okiem fotografa, bo przecież sesje "bekstejdżowe" to teraz norma, na szczęście fotograf wie już, że większość bedzie czarno – biała, żeby nie pokazywać zbyt szczegółowo czerwonej na twarzy, nieumalowanej panny młodej. Potem zaczyna się błogosławienstwo rodziny, jakieś tam obrzędy całowanie krzyża te sprawy, wsiadamy w samochód, jedziemy do kościoła, no i tu się zaczyna najlepszą szopka. To nic, że para młoda ostatni raz w kościele była pewnie na komunię; przyspieszone bierzmowanie, jakiśtam kurs małżeński, księdzu walnie się ściemę, że nie mieszkamy razem (po co wysłuchiwać, że to grzech), świadkowie załatwią sobie jakoś na szybko spowiedź i jedziemy. Ważne, żeby babcia była szczęśliwa i sąsiedzi wiedzieli, że ślub po bożemu, bo inaczej jak tu się na wsi, przepraszam, na mieście pokazać. Przysięga składana przed Bogiem, w którego i tak nie wierzy nikt poza babcią od strony panny młodej i ciotką Helą z Radomia, ale trzeba babci zrobić dobrze, niech dołączy do dziadka w spokoju ducha, a moze i sypnie jakimś groszem w kopercie. Czytanie Pisma Świętego, którego nikt za bardzo nie rozumie i kazanie, którego też nikt nie słucha – większość zastanawia się, czy schab będzie na ciepło czy na zimno i czy zacząć od ciepłego czy na rozrzewkę – kielicha. Potem życzenia, podspisywanie kopert, żeby było wiadomo kto szczodry a kto wsadził pocięte gazety (lub w wersji bardziej kurtuazyjnej delikatny znaczek dla rozróżnienia kopert), wsiadamy w limuzynę i jedziem.

Zaczyna się akt drugi przedstawienia czyli weselny klimat, sala na 300 osób, połowę gości państwo młodzi nawet nie znają, ale umowa ze sposorami (tj. rodzicami) wymaga, żeby się ładnie uśmiechać i zadbać o to, żeby goście się dobrze bawili a ciocia Bożenka mogła pozazdrościć tylko, że jen syn miał skromniejszy ślub. Odtańczyć pierwszy taniec, sprawdzić czy na każdym stole jedzenie jest równomiernie rozłożone i czy jest ciasto z kremem orzechowym tak jak się umawialiśmy. Przez całą imprezę pokrążyć po sali i zagadać do każdego, spytać czy się dobrze bawi, czynić dumnie obowiązki gospodarza. W tle gra disco polo polo i jakieś żenujące hity w stylu "Weselny klimat", "Żono moja, serce moje" czy "Juuuuuż mi niosą suknię z welonem" (piosenka która de facto jest o kobiecie która wychodzi za mąż za kogoś  kogo nie kocha, ale to szczegół, i tak każdy zna tylko refren). Jedzenia oczywiście będzie tyle, że nikt tego nie zdoła zjeść, no ale przecież musi być na bogato, liczy się ilość nie jakość, wszystkie ciocie muszą sobie pojeść a wujowkie się nabzdryngolić.

Tydzień temu po raz pierwszy w życiu (!) byłam na ślubie cywilnym. Tak, po raz pierwszy w życiu ktoś z moich znajomych miał odwagę w katolickim kraju powiedzieć "nie, NIE chodzę do kościoła, nie będę odwalać szopki". Mocno się zaskoczyłam, bo ceremonia trwa bardzo krótko; ja sama spłakałam się jak bóbr kiedy usłyszałam "Hallelujah" grane na skrzypcach a potem płakałam już tylko ze śmiechu, widząc jak panna młoda w sukni ślubnej biegnie do autobusu czy słuchając historii o tym, jak wyglądały jej przygotowania do ceremonii (czyli bardzo na luzie). No oczywiście, stres był, ale tylko do momentu złożenia przysięgi, potem już tylko radość pary młodej i dobra zabawa.

Mówię oczywiście o #Blogogody, imprezie która zasłynęła już w internetach jako profanacja się ceremonii ślubnej. To przecież święto pary młodej i ich rodziny, najintymniejszy dzień w życiu, głupota, że muszą robić coś wbrew sobie i dla sponsorów, jak można ze świętego ślubu robić szopkę.

Drodzy hejterzy, zastanówcie się, jak wyglądają polskie śluby. Dopiero potem zacznijmy mówić o szopce i robieniu czegokolwiek wbrew sobie i "pod sponsorów". 

Fotka z miniaturki – flickr.com/bertpalmer/

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Podziel się ze znajomymi!Share on Facebook0Pin on Pinterest0Share on Tumblr0Tweet about this on TwitterShare on Google+1Share on Reddit0
  • maniek40

    Aha, znaczy nie można mieć już ślubu z ta „dodatkową cegiełką” w postaci weselea, kościoła czy czego tam jeszcze? Celebrowanie czegokolwiek w innym stylu jest już nudne, niesmaczne i obciachowe? Sam mam przed sobą wesele. Kościół, chrzest (a tak, tak też można i nikt jakoś nie patrzy na to jak na hipokryzję), schabik, pierwszy taniec itepepe. I tak, w wiekszości wesele było dla rodziców, bo chcieli, bo mogą zrobić dużą imprezę, zaprosić dalszą rodzine której nie widzieli 20 lat. I nie, nie mam z tym problemu, bo uwielbiam moich rodziców, a ich wyśmiewanie w stylu jak powyższy artykuł „żenada ojciec, tort? ciotka idiotka? Boga nie ma idz się paść z tymi swoimi zabobonami, haha” to raczej niskich lotów podejście, nawet jesli ktoś nie podziela poglądów. Oznaką kompleksów jest zazwyczaj wywyższanie się ponad, robienie wszystkiego „lepiej”, bardziej nowocześnie, światowo, z szerszymi horyzontami. Ci którzy nie maja problemów sami z sobą, mają raczej tendencję do „każdemu co kto lubi” (a tak, takie mam własnie do blogogodów podejście) także powodzenia w budowaniu poczuciu własnej wartości.

    Byłem na kilku ślubach cywilnych, niektóre były ze smakiem, inne były nudne. To czy były kościelne czy nie, raczej nie wpływało na poziom zabawy czy kultury. Jakość gości owszem. I patrząc po tym artykule, blogogody tutaj zapewne niedomagały jako udana impreza. Wyemancypowane wyniosłe posiadaczki ajfona (zazwyczaj dwie generacje wstecz) krytycznym okiem skanujace otoczenie pod kątem jakichkolwiek przejawow dobrej zabawy z alkoholem innym niż wino (kadarka 14.50, ale na instagramie się wytnie etykiete). Marszczacymi nosek na jakiekolwiek przejawy odmienności (nie lubie sushi, nie bywam, jem gluten, nie, nie mam ochoty na piwo długowazonebezbarwnejasne wprost z Andów perforowane krótko w lekko otwartych kadziach, nie jezdze na wake’a, nie mam bloga) zazwyczaj nakrywające się nogami po jakimś bardziej udanym weekendzie (kolorowe shoty do 22:00, później już tylko tequila żeby jeszcze było „stylowo”, ale niech trzepie, bo smutno) tłumaczące sobie praca taka stresująca, więc wymaga odreagowania, no i dusza rtystyczna, pisarska, wiec pić musi, nie to co te grzyby Janusze alkoholizmu weselni z luźnymi krawatami.

    Howgh.

    • Do połowy nawet zarys opinii – potem komntator wylewa frustracje i kompleksy.

      tl:dr

    • Do połowy nawet zarys opinii – potem komentator wylewa frustracje i kompleksy.

      tl:dr

  • Nie mogę się z Tobą zgodzić w 100%. Widziałem wideo dla Ikea nagrywane z sali weselnej i młodzi sprawiało wrażenie na maxa spiętych. Życzę im jak najlepiej a pomysł przyjęcia w Ikea odebrałem pozytywnie. Trzeba jednak przyznać że decyzja o ślubie w USC i nietypowe wesele wcale nie odjęły im stresu. Nieznane albo mało znane sytuacje w których się postawili nie dodały im pewności siebie.

    • Dorota Nowacka

      Jako Panna Młoda pozwolę sobie na kilka słów.
      Ślub w USC oraz obiad w IKEA odjęły nam masę stresu. Może tego nie widać, ponieważ podczas kręcenia wideo byliśmy już megazmęczeni po całym dniu, ale naprawdę cieszę się, że tak wyszło. Brałam udział w organizacji ślubu kościelnego z weselem na 150 osób i uwierz mi, to była mordęga w porównaniu z tym, przez co przeszliśmy z Jakubem. Nawet, jak się dorzuci nagonkę hejterów.
      Gdybym miała wyjść za mąż jeszcze raz, zrobiłabym to tak samo. ;)

      • Z odczuciami Panny Młodej nie mam co dyskutować. Skoro tak piszesz to tak faktycznie musiało być. Szczęścia na nowej drodze życia :)

        • Jakub_Proszynski

          Dokładnie, byliśmy już zmęczeni całym dniem + niestety nie będziemy YouTuberami, bo my i kamera to złe połączenie. ;)

  • Wiesz co…
    Z jedjej strony bronisz tego ze ktoś w jakiś sposób chce przeżyć ten dzień po swojemu zaś z drugiej właśnie obraziłas ogrom ludzi którzy wybrali bardziej tradycyjny model bo był bliżej ich serca. Fajnie ze bronisz przyjaciół ale czy nie dało się tego zrobić w taki sposób żeby nie obrazić każdego kto jednak miał schabowego i ślubowal w Kościele?

    To nie wesela są tandetne. To Polski mental jest taki w dużej mierze. Zobacz co się dzieje w reklamach, w hasłach i nazwach firm czy szyldach. W stylowlach na ulicy czy w lokalach.
    To po raz.

    Po dwa.
    Jako człowiek który na weselach i ślubach bywa kilkanaście razy w roku mogę powiedzieć jedno – nie za wiele wiesz niestety o tym jakie wesela są w Polsce.
    To ze takie masz skojarzenia i byłaś na trzech takich nie znaczy ze każde jedno reprezentuje ten przasny styl.

    • Erill, tak, chciałam urazić… Wszystkich komentatorów, broniących „polskiej tradycji” w komentarzach na Wyborczej czy na naTemat. Nie będę się upierać, że każde (choć celowo użyłam dosadnych słów), szanuję mocno tych, którzy robią to zgodnie ze swoimi zasadami, ale zgodnie ze statystykami (zaobserwowanymi przeze mnie i ogólnymi) take przypadki nie stanowią większości. A przede wszystkich wkurza mnie zarzucanie komuś, kto zrobił imprezę po swojemu – że robienie czegoś pod publiczkę, że sponsorzy, że stres bo musi się zgadzać ilość słów w artykule na bloga… Chciałam zwrócić uwagę, ze taki sam (albo i większy) stres towarzyszy właśnie takiemu „tradycyjnemu” weselu, że też są „sponsorzy” wesela i para młoda musi niejednokrotnie spełniać ich wymagania, ale taki model utarł się jako „tradycyjny” i jedyny słuszny. A skoro ktoś wyłamał się z tego schematu robiąc coś niestandardowo – jest publiczny hejt i nagonka i przekonywanie, że gawiedź wie lepiej, co lepsze dla pary młodej.

      • Tylko, że wiesz co..
        Te same zarzuty – robienia czegoś po swojemu – są też w tych „tradycyjnych” ślubach gdzie jest kościoł i rodzicielski sponsoring.

        Ponadto sluby cywilne nie są aż tak rzadkością – tylko w tym roku miałam takie trzy, w plenerze, z fajnymi urzędnikami i naprawdę ogromem emocji – od kiedy ustawowo wolno już wynieśc je poza urząd za konkretną opłatą.

        Ja rozumiem idee bronienia tego że to jeden z tych dni, które ktoś chce przeżywać po swojemu. To cenne, że stajesz murem za przyjaciółmi.
        Ale czego nie rozumiem i o co mi się rozchodziło to o to, że broniąc jednego modelu „bo ktoś robi coś po swojemu” wyrażasz sięz pogardą o drugim ktory tez może być „po swojemu”. Retoryka obraże jednych by obrobić drugich mi tu po prostu nie pasuje.

        • Cóż, mogę miec tylko nadzieję, że Ci, których tekst nie dotyczy, nie poczują się urażeni :)

  • Maciek Partyka

    Mam wrażenie, że autorka tekstu funkcjonuje w jakieś alternatywnej rzeczywistości. Po pierwsze z moich doświadczeń wynika, że zdecydowanie dominują śluby cywilne. Po drugie przaśne tradycje także należą do rzadkości szczególnie w dużych miastach. Po trzecie można wziąć ślub w kościele, a zrezygnować z błogosławieństwa, muzyki disco polo i wesela na 300 osób – serio! To nie jest powiązane w żaden sposób. Podajesz jakiś skrajny przykład wielkiego wiejskiego wesela pełnego hipokryzji i jako alternatywę wesele (a nie przepraszam – przyjęcie poślubne) w IKEA. A prawda jest taka, że alternatyw są tysiące. Można zrobić ślub w plenerze, obiad w knajpie z szantami, ślub tematyczny z wybranym motywem przewodnim (na przykład amerykańskim jak u nas). Można świętować swój wielki dzień w niestandardowy sposób. Do tego wystarczy ciekawy pomysł, a nie kasa od rodziców. Sprowadzanie tego do wyboru między Blogogodami a weselem z filmu Smarzowskiego jest niepoważne. I wreszcie na koniec, śmieszy mnie jak każde słowa krytyki zaraz nazywa się hejtem i oskarża każdego komentującego, że się czepia, bo ktoś zrobił po swojemu. Jak robi się ze ślubu publiczne wydarzenie to normalną rzeczą są publiczne komentarze – także negatywne.

    • Blog to z założenia miejsce subiektywnej opinii, wiec bazuję na tym, co widziałam. O tym, że negatywne komentarze będą – Kuba i Dorota wiedzieli, ale wiele z nich jest po prostu krzywdząca dla pary młodej. Raczej nie stawiam Blogogodów jako drugiej skrajności w przeciwwadze do tradycji, ale jako alternatywę – można wesele zrobić po swojemu, może być zabawne i niestandardowe i nie musi być z księdzem i na sali weselnej.

  • Chrisicksix

    Jakby was ciekawiło czemu pod filmem z wesela jest tak pusto w komentarzach to odpowiadam ze Pan pijarek koksik kasuje wszystkie komentarze ;) Nie ma w ogóle dystansu do siebie, i musi się wszystkim podobać to co robi albo tupnie nóżką i się obrazi. Pod spodem fragment dialogu którego nie znajdziecie juz na youtube

    • Więc przyszedłeś się tu pożalić? :)

      • Jakub_Proszynski

        Koleś już oblatał wszystkie możliwe wątki, bo mu ukryłem komentarz. Trafił na mój zły dzień i mnie zirytował pisaniem o „sprzedaniu się” i widzę, że musi mi dojechać. Jakby nie rozumiał, że to moja piaskownica i robię co chcę. :)

  • Fajnie jest mieć przaśne, tradycyjne wesele, nie znacie się :D

  • Mim

    Nie każda dziewczynka planuje dzień ślubu od dziecka.
    Naprawdę, jeśli Twoje doświadczenia ze ślubami i weselami znajomych są takie, jak opisujesz, to współczuję Ci.

  • Każdy decyduje za siebie i sam ma prawo podjąć decyzję, czy chce mieć ślub ze sponsorami, czy nie. Blogogody są nam obojętne.

  • Guzikcidotego.pl

    Nigdzie nie możemy znaleźć zakładki kontakt. Czy może się Pani z nami skontaktować poprzez formularz kontaktowy na naszej stronie http://guzikcidotego.pl/kontakt

  • Pepa Illustration

    Mysle ze sa to bardzo mocne slowa i sadze ze to jak wyglada slub wesele nie zalezy od naszej tradycji, wiary katolickiej, czy upodoban rodzicow ale od tego jacy sami jestesmy jako osoby. Sama nie mam slubu i o nim nie marzylam nigdy i wydaje mi sie ze wrzucasz ludzi troche do jednego worka, rozumiem ze chcesz wyrazic wlasne zdanie w koncu to twoj blog, moze jednak poszukala bys w tym wszystkim pozytywow i napisala jak moze inaczej wygladac slub na luzie(taki jak mieli twoi znajomi). Wiecej usmiechu i pozytywnego myslenia.)
    pozdrawiam:)

  • Ja swój ślub będę miała we wrześniu. Tradycyjnie – ślub w kościele, wesele w sali weselnej z muzyką i tańcem. Może nie jest to szczyt finezji, ale jest to coś, co od zawsze mi się marzyło i co za kilka miesięcy się spełni :) I to właśnie powinni robić wszyscy ludzie planujący ślub – uroczystość, o której marzyli i którą będą wspominać do końca życia. Nieważne czy mówimy o „weselnym klimacie”, czy o blogodach. Niech każdy robi jak chce i będzie szczęśliwy :)

  • Także mam zdanie że ślub to domino hipokryzji na czele, której stoją przysięgi i religia, której wiele par nie przestrzega a ślub tak im potrzebny jak rybie ręcznik, co innego prawdziwym katolikom, którzy co niedziela są w kościelna i ta cała ceremonia coś dla nich znaczy.

  • Każdy ten dzień przeżywa inaczej , ja bardzo przeżyłam cywilny a ślub kościelny poszedł gładko i na luzie.

    Zapraszam do MNIE

Inspiracje Stylizacje Zakupy
No Preview
Jak skutecznie schudnąć? Efekty ćwiczeń na siłowni, moja metamorfoza
Podróbka Kylie Jenner Lip Kit
Kylie Jenner Lip Kit z Aliexpress – recenzja
JAK KUPOWAĆ NA ALIEXPRESS
Moda na… Aliexpress. Jak kupować na chińskim Allegro?
Mini choinka DIY w 10 minut!
DIY: bombki – babeczki /// DIY cupcake christmas ornaments
Wielkanocne DIY – inspiracje, pomysły i tutoriale
DIY: sweter z ćwiekami na ramionach
Fitness Fotografia Przepisy Recenzje, testy i opinie
lista fit zdrowych zakupów
Dietetyczne produkty z biedronki – lista fit zakupów dla osoby na diecie
Jak zacząć być fit
Od czego zacząć odchudzanie? Poradnik dla tych, którzy chcą być FIT
Jak schudnąć z brzucha
Jak schudnąć z brzucha i boczków w tydzień?
Microblading – makijaż permanentny brwi metodą piórkową, RELACJA
Promocja w drogerii natura – 40% i kosmetyki godne polecenia
Jak korzystać z sauny i nie popełnić fo-pa?
Na ratunek różu! Czyli jak naprawić pokruszony kosmetyk?
Weselny klimat, czyli szopka po polsku!
Wszyscy jesteśmy gimbusami
Kościół zabił we mnie radość wiary
Nie daj sobie wmówić, że nie wiesz, jak wychować
Konkursy Podróże Szafiarki
Share Week, czyli blogi, których nie znasz, a powinieneś!
W co się ubrać w walentynki?
Zabawa w modelkę // Imperial, NYX, Marco Aldany i Blue City

Zapisz się do newslettera!

FreshMail e-mail marketing free online marketing software