Adopcja kota trudniejsza niż adopcja dziecka?


Warning: mysql_get_server_info(): Access denied for user 'olejtv'@'localhost' (using password: NO) in /home/olejtv/domains/blogomodzie.com/public_html/wp-content/plugins/xml-google-maps/xmlgooglemaps_dbfunctions.php on line 10

Warning: mysql_get_server_info(): A link to the server could not be established in /home/olejtv/domains/blogomodzie.com/public_html/wp-content/plugins/xml-google-maps/xmlgooglemaps_dbfunctions.php on line 10
Podziel się ze znajomymi!Share on Facebook0Pin on Pinterest0Share on Tumblr0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Share on Reddit0

Przychodzi taki moment w życiu każdej pary, gdy podejmuje się decyzję o powiększeniu rodziny. Taki moment przyszedł i u nas. Stwierdziliśmy: chcemy kota.

Kitler Cat

Najlepiej takiego ze schroniska, nierasowego, no bo przecież kupowanie kota to bezsens, kiedy w schronisku tak dużo kociaków czeka na dom. Dobrze by było, jakby był rudy, no i mały, bo chcemy go wychować i przyzwyczaić do nas, zwłaszcza jeśli miałyby być dwa, to od małego łatwiej się do siebie przyzwyczają. Dobrze by było jakby też umiał w kuwete, był robaczony, szczepiony i zdrowy – kota nigdy nie miałam, po co rzucać się na głęboką wodę? Zwłaszcza, że przygarnąć chcemy dwa, bo to lepiej dla nich, bo się nie nudzą. I tu mamy plus – schroniska zazwyczaj chcą oddawać rodzeństwa w dwupaku, bo zżyte ze sobą, bo koty lepiej się zachowują gdy są razem etc. No i znalazłam dwa, wymarzone, cudne kotki: ogłoszenie wisiało długo, od jakichś dwóch tygodni, kotki wciąż do wzięcia, to musiał być znak. Na facebooku komentarz, jakby nie patrzeć – słuszny – że wymóg dwupaku zniechęca wiele osób, bo nie każdy czuje się na siłach, by zająć się dwójką (zwłaszcza, jeśli to ma być pierwszy zwierzak w domu), a tłumaczenie się, ze zżyte ze sobą, ze rodzeństwo etc. nie ma sensu, bo małe kotki zawsze są zżyte ze sobą – idąc tym tropem nie należałoby rozdzielać żadnego miotu. Cóż, jakby nie patrzeć – ma rację. Mnie jednak wizja dwóch kotów nie przeszkadzała. Dzwonię więc do fundacji, która dała ogłoszenie, z pytaniem, kiedy mogę odebrać kotki. Dostaję odpowiedź: hola hola, nie tak szybko. jest dużo chętnych. Czeka mnie casting telefoniczny i długa rozmowa, podczas której czuję się coraz bardziej niekomfortowo. Czy miała pani kota przedtem? Nie, nigdy kota w domu nie miałam; moje prośby rozwijały się zawsze o niepodważalny argument rodziców, że NA PEWNO nie będę po nim sprzątać. No cóż, minus dla mnie, bo doświadczenia nie mam – ale bronię się argumentem, że mój chłopak, z którym mieszkam, miał niejednego kota w domu i wie, jak się nim zajmować. O, to mieszka pani z kimś? Ile osób jest w mieszkaniu, aż trzy? W jakim wieku? czy jesteście ze sobą spokrewnieni? A w ogóle to jest chłopak czy narzeczony? A jak długo jesteście razem? A co jeśli się rozejdziecie, kto zajmie się kotami? Planujecie ślub, dzieci? A w przypadku ciąży co będzie z kotem? Nie wiem co powiedzieć, głos mi drży jak podczas pierwszej spowiedzi przed komunią i boję się wtrącić cokolwiek, by nie usłyszeć, że grzeszę i prowadzę rozpustne życie, żyjąc bez ślubu i w dodatku z dwoma osobnikami płci męskiej pod jednym dachem. Szybko kończę rozmowę, zanim dojdzie do pytań o stosowaną przeze mnie metodę antykoncepcji. Chyba castingu nie wygrałam.

Kolejna fundacja, kolejne kociaki. Jeden srebrny, jak z reklamy, drugi rudy – jak marzenie. Odrobaczone, odpchlone, zżyte ze sobą, nauczone kuwety. Trochę boję się sięgnąć po słuchawkę, piszę więc maila w nadziei, że dostanę odpowiedź. odpowiedź przychodzi natychmiast: lista pytań, na które mam odpowiedzieć: gdzie mieszkam, gdzie pracuję, czy planuję kastracje kota (wiem, ze odpowiedź musi być "tak"), czy zamierzam wypuszczać swobodnie na zewnątrz (no nie), jaka karmą zamierzam karmić, wpisać nazwę i firmę… Że co? Whiskas to chyba nie najlepszy pomysł – instynkt marketingowca mówi mi, że tak mocno reklamowany produkt musi byś dla kotów tym, czym dla dzieci McDonald's. Zgodnie z prawda odpowiadam, że nie wiem. Nie znam się. Wiem, że jest karma mokra i karma sucha, wiem ze koty bywają wybredne i może się zdarzyć, że jedną będą jadały, inną nie. Wiem, że są te za kilka złotych i takie za kilkadziesiąt złotych, no ale na litość boską, skoro sama kupuje produkty made in Auchan, to czemu i kota nie karmić takimi? Pewnie tego a ankiecie napisać nie mogę, bo odpowiedź "karma z Biedronki" to nie jest coś, co chcą przeczytać. Poddaję się.

cat looks like hitler

Mimo wszystko moja ankieta została zaakceptowana, jedna sprawa tylko pozostaje niewyjaśniona: siatka w oknie. To wymóg, a ja wynajmuję mieszkanie i nie chcę w nim niczego modyfikować – wiercić dziur w oknie, i tak nie wiem, jak długo tu pomieszkam. Nie pomaga argument, że okna nie otwieramy, a jeśli już to na uchylenie (na kratkę uchylną sie zgodzę, bo nieinwazyjna, poza tym na litość boską zima idzie, okna na oścież nie otworzę przez pół roku, po co teraz montować coś, co nie będzie używane, a tylko od zimna i wilgoci się zniszczy?). Nie, nie ma zmiłuj, musi być jedno okno osiatkowane i już, na teraz, jeszcze przed adopcją kota, przed wizytą kontrolną w domu. Czas mija, kota nadal nie mamy, a ja tęsknie oglądam zdjęcia srebrnego i rudego cuda. Zamiast szukać kolejnych ogłoszeń, robię research w internecie. Koszt dwóch siatek, nieinwazyjnych, zakładanych na okno, łatwo zdejmowanych (na jakieś zaczepy szmery bajery) – 500zł. Druga firma nieco taniej, bo 400zł, ale kręce nosem, bo to i tak drogo. Chodzę po marketach budowlanych, szukając pomysłu, jak zrobić to samemu: drewniane listwy 20zł, kątowniki 20zł, garść śrubek i gwoździ – 10zł. jednak przy wyborze samej siatki pojawił się problem: czy wybrać solidną, taką, której kot na pewno nie uszkodzi, czy słabszą, ale taką którą w razie pożaru (odpukać!) będzie się dało łatwiej rozerwać. Dobro kota czy dobro własne? Od biedy może fundacja zgodzi się na jedno skrzydło? No, niestety – musi być całe okno, koniec kropka. 

O swoich problemach opowiadam koleżankom z pracy, żaląc się, jak trudno jest zaadoptować kota. Jedna z nich pracowała długo w schronisku i opowiada mi, jak to wygląda z drugiej strony – na ilu trafiła psycholi, którzy psa ze schroniska brali aby służył jako odstraszacz na kagańcu, albo kota – maskotę do zamęczenia przez dziecko. Ile zwierząt wracało potem do schroniska i ile łez wylała, próbując je potem na nowo oswoić. Niektóre trafiały z rąk chwilowych właścicieli, inne same przybiegały, nieodpowiednio upilnowane. Jeszcze inne ginęły bezpowrotnie.

Kitler

W weekend jestem u rodziców, idę pobiegać do lasu – świeże powietrze, przyjemna dla stawów, miękkie podłoże. Wiele się zmieniło, odkąd ostatni raz tu biegłam – chyba jeszcze w liceum – część drzew została wycięta, bagniska po raz pierwszy widzę suche. Dlaczego zrezygnowałam z biegania w tak pięknym miejscu, i do tego tuż pod blokiem? Przypominam sobie odpowiedź po niecałym kilometrze, gdy podbiega do mnie średniej wielkości kundel, wyglądający na przerośniętego pudla, szczekając zajadle. Właściciel na moja uwagę, że psy wyprowadza się na smyczy i w kagańcu odpowiada, że chyba zgłupiałam, to przecież las, i pies MUSI SIĘ WYBIEGAĆ. Pies nadal ujada przy mojej łydce, nie pozwalając mi ruszyć dalej. Wyciągam gaz pieprzowy – dopiero wtedy właściciel łapie psa za obrożę, odciągając go na bezpieczną odległość ode mnie, a mi grozi policją. proszę bardzo, chętnie poczekam. Użycie gazu pieprzowego w obronie własnej mnie nic nie kosztuje, pana wypuszczanie psa bez zabezpieczenia może kosztować 250zł. Ruszam dalej, klnąc pod nosem i życząc ciężkich tortur wszystkim głupim właścicielom psów. Nie umiesz wychować zwierzaka, to go nie bierz. Powinni robić testy psychologiczne i obowiązkowy egzamin z prawa każdemu właścicielowi sierściucha, myślę sobie. I pięć razy sprawdzać czy aby na pewno wiedzą, kto bierze zwierzaka do domu. 

Czas mija, entuzjazm opada. Czytam o kocich karmach i w sumie zaczynam być wdzięczna, że jeszcze nie zamieszkał u mnie żaden czworonóg, bo jednak karma z biedronki to bardzo, bardzo zły pomysł. Punkt, którego nie przemyślałam – pieniądze zaoszczędzone na kiepskiej karmie to i tak pieniądze wydane na weterynarza, gdy kot nabawi się problemów gastrologicznych, cukrzycy czy innych schorzeń związanych z niedoborem składników odżywczych. Inny punkt: dobrej jakościowo karmy kot zje mniej, bo mniejsza porcja zaspokoi jego potrzeby i apetyt. A samodzielne przygotowanie karmy zaczyna być całkiem niegłupim pomysłem. Po kilku dniach znam listę składników kociego jedzenia na pamięć, Jestem z siebie dumna.

Kolejne ogłoszenia na OLX, kolejne telefony i kolejne przeszkody. Ankiety, deklaracje, wywiady w domu. Kilka ogłoszeń było ok, bez żadnych wymogów poza obietnicą dożywotniej miłości, ale zanim zorganizowalismy transport do Radomia czy Mińska Mazowieckiego, ktoś nas ubiegał. Jesli kot był z Warszawy, najczęściej znikał jeszcze tego samego dnia (sami właściciele zresztą słusznie nas ostrzegali, ze nie ma co się umawiać na jutro, bo do jutra moze ich już nie być). Trafiamy na bardziej liberalne fundacje, wypełniamy kolejne ankiety adopcyjne, a zaraz po ankiecie  przychodzi także umowa adopcyjna, którą muszę podpisać, a w niej deklaracja, że nigdy, przenigdy nie oddam kota osobie trzeciej. I tu pojawia się problem, nie do przeskoczenia dla mnie: zwierzak to dla mnie członek rodziny i nie zamierzam się go pozbywać, ale taka deklaracja działa na mnie jak kiedyś bierzmowanie na moje chodzenie do kościoła: gdy coś staje się przymusem, automatycznie przestaje być moją wolą. Jeśli czegoś nie muszę, zrobię to prędzej niż gdy ktoś nade mną stoi. Nie byłam w stanie podpisać takiej deklaracji. A co, jeśli zachoruję i nie będę w stanie się nim zajmować? Znalazłabym mu dom u kogoś znajomego, komu ufam, że bedzie dobrze traktowany i kochany, ale umowa na to nie pozwala – nowego domu bedzie mu w takim wypadku szukać fundacja. Rozumiem, skąd ten zapis, rozumiem, że różni sa ludzie i czasem trzeba tak restrykcyjnych umów, jednak psychicznie nie potrafię się pogodzić z tym, że kot nadal prawnie należeć będzie bardziej do fundacji niż do mnie. Poddajemy się i rezygnujemy z kota – moze chomik? Myszoskoczek? Tarantula? Skolopendra? Zaczynam myśleć nawet o rasowym, choć zawsze kupno kota to był dla mnie głupi pomysł – nie będzie problemu z umowami i sprawdzaniem warunków, płacę i już, mam kota, który będzie miał łatwiejszy do przewidzenia charakter, bez deklaracji, umów i siatek w oknach.

Hitler Cat

Na szczęście historia ma dobre zakonczenie – w końcu się przełamaliśmy, bo trafiliśmy, na kota, w któwym zakochaliśmy się od pierwszego wejrzenia, choć łamał większość z naszych wymogów: wcale nie jest taki malutki, szczepień nie przeszedł, znaleziony był na ulicy skąd trafił do schroniska, był strasznie przestraszony i – jak się okaząło w domu – fotel upodobał sobie bardziej niż nowiutką kuwetę pełna czyściutkiego żwirku. Adopcja kota odbyła się na szczęście bez masy wymogów, choć od umowy nie uciekliśmy, ale trudno, ja już po dwóch dniach zachorowałam na koci odpowiednik PZM* i nawet gdyby ktoś pryszedł skontrolować kocie warunki w naszym domu, dumnie pokazałabym, jak gotuję samodzielnie mięso z marchewką żeby tylko kicia miała świeży, pożywny posiłek. Po tygodniu uciekania od nas, i prychania i syczenia, po godzinach głaskania i miziania kot zaczął ogarniać, że mu krzywdy nie robimy. Ba, odkrył, do czego służy kuweta i zaczął nieśmiało mruczeć – aż popłakałam się ze szczęścia, gdy usłyszałam pierwsze trakotanie o częstotliwości silnika Diesla. A o zabezpieczeniu okna jeszcze pomyślimy, gdy zrobi się cieplej – serce by mi pękło, gdyby coś jej się stało.

Adolf Cat

P.S. Ogłoszenie, o którym pisałam wyżej (dwa koty – rudy i srebrny) od końca października do dziś (6 grudnia) wciąż regularnie pojawia się na Gumtree i OLX jako nowe ogłoszenie, z kolejnymi zdjęciami i update na temat ich wieku. Cóż, przez te półtora miesiąca NA PEWNO znalazłoby się kilku, kilkanastu, ba, kilkudzięsieciu nawet kochających je właścicieli (małe kotki z ogłoszeń znikają w ciągu 2-3 dni, gorzej ze starszymi czy chorymi, ale rzadko widzę z powrotem to samo ogłoszenie, a śledzę wszystkie). Ciekawi mnie, kto się pierwszy złamie. No i trochę szkoda kotków, które nadal czekają.

milegodnia

 

 

 

 

 

*PZM – pieluszkowe zapalenie mózgu, typowe u młodych matek. Więcej na ten temat tutaj i tutaj :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Podziel się ze znajomymi!Share on Facebook0Pin on Pinterest0Share on Tumblr0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Share on Reddit0
  • Świetny tekst. Współczuj Ci bardzo, przez to co Cię spotkało z tymi ankietami, ale cieszę się, że znalazłaś kotka. Ja swojego kota wziąłem od starszej Pani. Na drugi dzień byłem z nim u weterynarza, zrobiłem wszystkie badania, lecz gdy się wyprowadzałem do Poznania to moja mama mi mojego kota nie pozwoliła zabrać. Kotka jest z nią i jest szczęśliwa.

  • Przerabiałam coś bardzo podobnego – osiatkowałam okno, złamałam się. Szczęściej mój ówczesny chłopak był naprawdę dobry w te klocki i zbudował mi siatkę własnymi rękami za niewielkie pieniądze. Ale fakt, że kłopotu i zachodu było od cholery i nie dziwię się ludziom, że wymiękają.

  • Bardzo podoba mi się to co zawarłaś w tym tekście. Myślę że dla osób które kotka oddają bardzo ważna jest pewność że nic mu się nie stanie itd. Jednak może rzeczywiście trochę to czasem przesada jeśli chodzi o wymogi jakie są stawianie. Z kolejnej strony kogoś kto zwierzaki kocha i widać że krzywdy nie zrobi poznać można od razu…

    • No tak, tylko nie miałam okazji się poznać ze wspomnianią fundacją – siata w oknie, a właściwie jej brak, zaważyła na całości (przeboleć tego nie mogę :P).

  • Nina Wum

    Mam podobne przemyślenia. Serce mi się łamie, gdy widzę kolejny rozpaczliwy apel na fejsbusku: „Prztymucel pilnie szuka domu!” A potem myślę o mej maleńkiej kawalerce, której nie odnowiłam od lat, bo mnie zwyczajnie nie stać. Na szykany typu siatki w oknach i luksusowa karma tym bardziej stać by mnie nie było. Inna sprawa, że moja macierz karmiła kota prawdziwą rybą i mięsem i dobrze on na tym wyszedł. Znajomi adoptowali dwa sierściuchy z Koterii. Akurat byłam u nich na kawie, gdy weszła pani z Inspekcją. Przyznaję bez bicia – obce babsko, ślepiące apodyktycznie po moich prywatnych kątach to jest dla mnie dealbreaker. I także dlatego kota wciąż nie mam.

    • Na prawdziwej rybie i mięsie koty wychodzą najlepiej i najtaniej, kwestia żeby mieć czas na przygotowanie i pilnowanie, żeby było świeże. A z tą kobietą z Inspekcji – jak to, weszła do mieszkania, bez wcześniejszego umówienia się?

      • Nina Wum

        Agato, pani była umówiona na konkretny dzień i przedział czasowy. Nie zmniejsza to mojej niechęci do takich wizyt. Dom jest dla mnie miejscem bardzo intymnym, nie zapraszam tam byle kogo i przezywam istne katusze, gdy np. facet od liczników na kaloryferach, którego jestem zobligowana wpuścić, widzi moje łóżko. Poza wszystkim, jestem dorosłą, przytomną kobietą, w której domu rodzinnym przez lata był kot. Przepaja mnie poczucie, że nie potrzebuję ewaluacji jakiejś paniusi, żeby się takim zwierzem skutecznie zaopiekować.

        • Agnieszka Batorek

          Dla tej osoby to Ty jesteś paniusią, która ma kaprys, żeby wziąć kotka, ale nie wiadomo czy za pół roku on nie wróci z połamanymi kończynami po upadku z okna, albo z przetrąconym kręgosłupem, bo utknął w uchylnym. Jedna pani takiego kota nam zostawiła, mówiąc, że „skąd miała wiedzieć, że on po urazie neurologicznym oślepnie i zacznie sikać pod siebie”. Zepsuty kot, to kłopot, chociaż pani sama go „zepsuła”. Bo po co siatka w oknie? Na fejsbuku ciągle ma filmik zatytułowany „Kocham mojego kota”…. Albo pani przychodzi po drugiego kota, bo „tamten wpadł pod samochód”. Odblaskowa obroża z bezpiecznym zapięciem za 15 zł – za droga. Albo kot po pół roku na śmieciowej karmie dostaje kamieni w pęcherzu. Diagnostyka i leczenie – 1500 zł. Karma weterynaryjna do końca życia. Za drogo. I kot ląduje na ulicy. Jeżeli nie stać Cię na karmę, odrobaczanie, siatkowanie, leczenie, jeżeli nie chcesz poddać się ewaluacji – nie nadajesz się na kociego właściciela. W życiu bym ci kota nie dała. Amen.

          • Na szczęście ja Cię o kota nie proszę. Wiesz o mnie figę, a oceniasz. Poczucie własnej lepszości tak bardzo, wow.

          • Agnieszka Batorek

            Kto Cię ocenia? Wierz mi, że wydając kota nikogo nie interesuje nic więcej, jak to czy potrafisz się zwierzakiem zająć i zapewnisz mu godziwe warunki. Musisz być strasznie zadufaną w sobie babą, skoro myślisz, że w takiej sytuacji kogokolwiek obchodzi Twoja osoba.Taka organizacja może wydać i 200 kotów rocznie – nie ma możliwości, żeby je dać znajomym, do których ma się zaufanie. Zawsze oddajesz kociaka OBCEJ osobie. Zostawiłabyś dziecko pod opieką osoby, którą pierwszy raz w życiu widzisz?
            Nie znam Cię, więc nie wydałabym Ci kota, dopóki właśnie bym Cię nie poznała poprzez ankietę i wizytę przedadopcyjną. Nie obchodzi mnie zaglądanie Ci do łóżka, szafy itp. – chciałabym wiedzieć czy Twoje mieszkanie jest bezpieczne dla kota i czy zapewnisz mu odpowiednią opiekę.
            To jest zresztą kwestia doświadczenia. Niedawno do naszego schroniska trafiła kotka adoptowana dawno temu przez jakąś miłą babeczkę. Okazuje się, że kotka znalazła się na ulicy jakiś tydzień po adopcji, bo cos tej przemiłej pani zrzuciła, więc spędziła rok na ulicy. Dlaczego? Dlatego, że schronisko nie robi ewaluacji domów adopcyjnych. Koniec i kropka.
            Ludzie notorycznie chcą brać szczeniaki do kojca, koty do ogrodu przy ruchliwej ulicy, albo mieszkania z wiecznie otwartymi oknami na 10 piętrze. Albo z góry mówią, że nie wysterylizują, bo nie mają pieniędzy. A co będzie jak kot zachoruje? Może nie zachoruje…

  • To prawda, że z adopcją zwierzaka często się przesadza, z drugiej strony tak jak twoja koleżanka zauważyła jest ogrom psycholi którzy zaniedbują zwierzęta lub się znęcają nad nimi. Osobiście dużo lepiej mi się współpracuje z domami tymczasowymi niż z fundacjami – bardziej ludzkie podejście bo jakby nie było DT to osoba prywatna a nie instytucja.
    Co do edukacji przed nabyciem sierściucha to warto trochę poczytać jak sama zauważyłaś :)

    ps. tacy właściciele psów wkurzają nawet psiarzy – wiem coś o tym ;)

  • mygumas

    jakieś 2 m-ce temu przechodziłem dokładnie to samo. pracownicy tych fundacji to jacyś psychole, którzy zamiast oddac kota w dobre rece, ludziom którzy chca sie nim zajac, zabrac do domu, gdzie bedzie cieplo, jedzenie, zabawki, milosc to przeprowadzaja ankiety z milionem pytań jakby chcieli (na moje chca) zniechecic potencjalnego wlasciciela.

    jakas parodia, przykład dwóch kotów które ciagle sie pojawiaja w ogłoszeniach. takze miałem wybrane 3-4 koty i po tych pytaniach SIATKACH na okna itp nie chcieli dac kota :) nei to nie, ja chciałem pomóc na pewno miałby lepiej niz w domu z 20stoma innymi.. spoko. niby pomagaja ale zniechęcają. szczerze to po kilku takich rozmowach miałem ochote ich zjechac równo ze odpier jakąś kpinę.. nie mialbym nic przeciwko alby przed adopcją ktos z fundacji przyszedł do mnie do domu i sprawdził jak wyglada przyszły dom ale nie.. oni wola siatki sprawdzac na oknach (takze wynajmuje mieszkanie) ile mieszka ludzi w domu, stan cywilny, a moze i chcieliby haslo do mojego konta bankowegi + orientacje seksualna..

    sorry ale miałem dokładnie te same przeboje stad moja żółć.

    a kota wzialem od os.prywatnej tez starszego niz chcialem, tez inne umaszczenie ale mieszka z nami i jest fajnei a bylej wlascicielce zalezalo jak go oddawala zeby ktos go pokochał i dał mu bezpieczny dom a nie jak psychole fundacyjni (pewnie nie wszyscy nie generalizuje tylko ci z którymi miałem opcje sie kontaktowac)

    p.s moj kot upodobał sobie 6 krzeseł ze skóry właściciela mieszkania :) po m-cu wiem, ze z kaucji nici :)

    pzdr!

  • anusia811

    a ja sié nie dziwie,ze nie dostalas kota. Chcesz kamic smieciami, osiatkowanie okna to dla Ciebie wymysl. Wiesz ile razy fundacje zbierajá koty w stanie agonalnym i czésto to sá koty majáce dom, ale nieodpowiedzialnych wlascicieli? multum razy. Nie po to fundacje ratujá zwierzaki, co nieraz kosztujé grubá kasé, by je oddac tak nieodpowiedzialnym osobom jak Ty. i co to za postawa roszczeniowa? oczekujesz,ze za sam fakt zainteresowania adopcjá fundacja ma Ci padac do nóg? Tu chodzi przede wszystkim o dobro kota i dlatego jest tyle pytan. Widac,ze nie doroslas do posiadania zwierzaka skoro tego nie rozumiesz.

    • Oczywiście, najlepiej nie adoptować, zostawić je w schroniskach, na ulicy, tam im będzie najlepiej, prawda? Przecież wszyscy są tak nieodpowiedzialnymi właścicielami że pożal się Boże :)

      P.S. Doczytałaś tekst do końca?

  • tajniak4

    Jak dowiedziałem się kiedyś o istnieniu czegoś takiego jak „umowa adopcyjna psa” (czy tam kota) to myślałem że buchnę śmiechem. Obca osoba w myśl tej umowy chciała sobie rościć prawo do „niezapowiedzianej wizyty” u mnie w domu, co by kontrolować jakość życia „adoptowanego” zwierzęcia. Psiarze i kociarze dostają świra na puncie swoich zwierzątek większego niż wypada mieć na punkcie dzieci. Dochodzą do punktu, w którym ta ich „miłość do zwierząt” przybiera formy patologiczne – bo normalnym tego raczej nazwać nie można.

  • Jula

    Kiepskie porównanie jak w temacie. Wydaje się, że nic Pani nie wie o adopcji dziecka :( Jeśli chodzi o opisane ankiety i pytania to ja jestem „za”, widziałam zbyt wiele porzuconych zwierząt, bo „sikały na dywan”, „urodziło się dziecko”, „wypadł przez okno i nie ma pieniędzy na leczenie”, „okazało się, że mąż ma alergię”

Inspiracje Stylizacje Zakupy
No Preview
Jak skutecznie schudnąć? Efekty ćwiczeń na siłowni, moja metamorfoza
Podróbka Kylie Jenner Lip Kit
Kylie Jenner Lip Kit z Aliexpress – recenzja
JAK KUPOWAĆ NA ALIEXPRESS
Moda na… Aliexpress. Jak kupować na chińskim Allegro?
Mini choinka DIY w 10 minut!
DIY: bombki – babeczki /// DIY cupcake christmas ornaments
Wielkanocne DIY – inspiracje, pomysły i tutoriale
DIY: sweter z ćwiekami na ramionach
Fitness Fotografia Przepisy Recenzje, testy i opinie
lista fit zdrowych zakupów
Dietetyczne produkty z biedronki – lista fit zakupów dla osoby na diecie
Jak zacząć być fit
Od czego zacząć odchudzanie? Poradnik dla tych, którzy chcą być FIT
Jak schudnąć z brzucha
Jak schudnąć z brzucha i boczków w tydzień?
Microblading – makijaż permanentny brwi metodą piórkową, RELACJA
Promocja w drogerii natura – 40% i kosmetyki godne polecenia
Jak korzystać z sauny i nie popełnić fo-pa?
Na ratunek różu! Czyli jak naprawić pokruszony kosmetyk?
Weselny klimat, czyli szopka po polsku!
Wszyscy jesteśmy gimbusami
Kościół zabił we mnie radość wiary
Nie daj sobie wmówić, że nie wiesz, jak wychować
Konkursy Podróże Szafiarki
Share Week, czyli blogi, których nie znasz, a powinieneś!
W co się ubrać w walentynki?
Zabawa w modelkę // Imperial, NYX, Marco Aldany i Blue City